Skąd wiem, że moi rodzice się kochają?

Opowiem Wam prostą historię. Historię moich rodziców, która powtarza się codziennie od co najmniej 26 lat. W sumie to nie historia, a zwykła sytuacja, szara codzienność, która w głębszej perspektywie jest dla mnie dowodem wielkiej miłości.

Moja mama pracuje na poczcie. Musicie wiedzieć, że ta cała poczta to po prostu jej życie. Podczas urlopu telefony nie mają końca. Naczelnik, koleżanki z pracy, a nawet klienci dzwonią do mamy w przeróżnych sprawach. A ona… cieszy się tym pocztowym gwarem, martwi o zagubione awizo i tego listonosza, co złamał nogę, sprząta bałagan na zapleczu… I kiedy tylko wraca do domu, to… zaczyna o tym wszystkim opowiadać. Uwierzcie mi, to długie, emocjonujące historie, jednak mój tata to rolnik. I mimo iż jest człowiekiem orkiestrą – pocztowe klimaty po prostu z definicji nie są w kręgu jego zainteresowań. Często gęsto jest wręcz zły na pocztę, kiedy ona zmusza mamę do pracy w nadgodzinach. A mimo wszystko, kiedykolwiek mama zaczyna swoje pocztowe opowieści – on słucha. Czynnie słucha. Odpowiada. I choć jak na dłoni widzę, że tata nawet po 26 latach nie rozumie tej pocztowej fascynacji – to jego oko się błyszczy. Radością wspólnie spędzonego czasu z żoną. Radością płynącą ze szczęścia ukochanej.

A mój Leniuch? Przecież to nałogowy gracz komputerowy. Ani trochę nie rozumiem tej pasji. Ale co tam! Przede wszystkim próbuję akceptować ten nałóg (jeśli tylko nie zżera lwiej części naszego czasu wolnego). Potem, przy pomyślnych wiatrach, staram się zrozumieć zasady konkretnej gry. Poznałam całą historię Starcrafta. Widziałam film Warcraft. I doszłam do wniosku, że to historie o miłości. Poznaję ten świat i szukam w nim wszystko, co najlepsze. Od czasu do czasu wpadamy z Sebastianem na takie gry, w które gramy razem. Opiszę je niedługo na blogu, jednak póki co zdradzę, że na tapecie mamy Overcooked Dalej – piłka nożna! Nie rusza mnie ten sport. Ani trochę. Ale kiedy tylko Sebastian robi do mnie maślane oczy w każdy wtorkowy wieczór – daję mu buzi i puszczam go na ten trening. Niech chłopak robi to, co lubi. Żyjemy pracą oraz dzieckiem w naprawdę zawrotnym tempie. Dla zdrowia psychicznego mego męża chętnie daję mu przestrzeń do realizowanie siebie. I naprawdę uwielbiam obserwować, jak on to robi. A już w ogóle kocham uczucie, kiedy w tym uczestniczę. Tak jest z planszówkami – to Sebastian mi je pokazał, wciągnął w temat cierpliwie tłumacząc często skomplikowane zasady. A teraz pomagam mu w tworzeniu jego własnej gry! Niesamowite uczucie, polecam! Ale uwaga – uszczęśliwianie drugiej osoby jest uzależniające. Choć… chyba właśnie o to chodzi w miłości, prawda?

Więc takiej miłości, w której przeciwieństwa was skutecznie do siebie przyciągną – bardzo mocno wam życzę!