Najlepszy sposób, aby poprawić swojego faceta

Kiedy piszę ten post, mój poślubiony jedną ręką odgrzewa dla mnie obiad, a drugą nalewa wina do szklanki. Jednocześnie szeroko się do mnie uśmiecha rzucając raz po raz żarty, które pewnie tylko ja rozumiem, które tak bardzo kocham. Jest pięknie.

Niestety, jakie życie jest, wiemy wszyscy. Raz z górki, raz pod górkę. Przyznaję się bez bicia. Bywają chwile (dni), kiedy każdy ruch Leniucha wydaje się być genialnym uzasadnieniem wywołania III wojny światowej. A to robi coś nie po mojej myśli. A to nic nie robi! A to myśli zupełnie niewłaściwie. Bo przecież ja znam wszystkie jego myśli. Kochane czytelniczki, też tak macie? Proszę, powiedzcie, że tak! Powiedzcie, że nie jestem sama w moim paskudnym, kobiecym przekleństwie zmiennych uczuć, niezdecydowania i nieustannej lawiny myśli wszelakich. A w szczególności tych nagłych olśnień pod hasłem: mężu mój, zmieniłbyś w sobie (tu wpisz cokolwiek)!

I jak tu dopiąć swego w tych dosyć trudnych kobiecych realiach?! Przecież nie mogę odpuścić! Tylko… skąd ja mam wiedzieć, w czym tkwi problem? Aj, nie mogę się zdecydować, co mnie bardziej gryzie! Czy bardziej mi zależy na skoszonym trawniku czy romantycznej randce? Od czego zacząć? Jaką przyjąć strategię? I co tu zrobić, co poradzić, jak żyć, ja się pytam?

Otóż… powiem Wam. Ogłaszam oficjalnie, że znalazłam niezawodny, szybki, a zarazem darmowy sposób na poprawienie każdego faceta pod każdym (no prawie) względem!!! Brzmi jak tandetna reklama, co nie? Hola hola, spróbujcie, a nie pożałujecie. A więc, aby poprawić faceta…

…. popraw najpierw siebie.

Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Facet to generalnie proste stworzenie. Nie pisz 100-stronnicowego biznesplanu, aby mężczyzna twojego życia w końcu wymył toaletę. Pokaż, że kochasz, a on też pokaże Ci swoją miłość. Najprawdopodobniej trzykrotnie bardziej, mocniej i wyraźniej, niż w twoich najśmielszych planach. Najfajniejsze jest to, że na rezultaty nie będziesz czekać wieczność. W 99% cud poprawy faceta wydarza się w przeciągu godziny od zmiany twojego zachowania.

Hamuj swoje kobiece zapędy do fochów, chandry i refleksji nad bylejakością życia. Bądź dobra, łagodna. Odpręż się. Odpuść. Zwolnij. Wszystko w jednym, ambitnym celu – znalezienia w sobie niesamowitych pokładów miłości. Być może zakurzonej i lekko przyrdzewiałej. Ale szczerej. I prawdziwej. Takiej, co sprawia, że dajesz z siebie 200% normy.

Bo my kobiety tak mamy. Nie lubimy półśrodków. Albo poświęcamy się sprawie w całości od stóp do głów, albo… temat od razu skazujemy na klęskę. Kochamy do szaleństwa. Nienawidzimy także do szaleństwa. To nasze przekleństwo, ale też… błogosławieństwo.

Daj z siebie wszystko, daj całą siebie! Spraw, aby on poczuł twoje 200% bezwarunkowej miłości. Zacznij powoli. Nie narzekaj – doceniaj. Jeju, każdy mężczyzna lubi czuć, że widzisz jego starania (w jakimśtam temacie) i bardzo się z nich cieszysz. Nie rzucaj kłód pod nogi – wspieraj. Nie ignoruj – pokaż, jak mocno ci zależy. Olaboga, co ja ci tu wypisuję?? Już kto jak kto, ale ty sama najlepiej wiesz, jak masz kochać swojego faceta!

Niewiarygodny ten pomysł, prawda?

To co, do dzieła! Po prostu kochaj!