Rozmowy dla dwojga #3: O Bożym Narodzeniu

Dziś Wam powiem jedno – wyluzujcie.

U kogo spędzamy święta? A czemu Wigilia ma być z twoimi rodzicami? Dlaczego chcesz kupić taki prezent? Dlaczego jeszcze nie mamy wybranego prezentu?! Co my w ogóle włożymy do garnka na tę Wigilię? Jeju, jakie korki na mieście. Jeju, jakie ceny choinek. Jeju, ile ludzi w sklepach. Skąd oni mają na to pieniądze. Czemu muszę stać pół godziny w kolejce do kasy z jednym bochenkiem chleba?! Tak w ogóle nie mam się w co ubrać na święta. Tak w ogóle dziecko też nie mam w co ubrać. Czemu mi nie pomagasz z tymi pierogami? Przecież Cię prosiłam, ogarnij odkurzanie mieszkania… Brrr, zimno. Nie lubię zimy.

Przedświąteczny czas to jedna wielka mina. Przynajmniej w Polsce – kraju pełnym tradycji. Pasterki, karpia, opłatka i sianka. Ale też prezentów ponad kieszeń i tony jedzenia, które skończy swoje życie na śmietniku albo w zamrażalce. Jesteśmy mistrzami świątecznej bieganiny. I to nie jest jakiś byle truchcik, to świąteczny maraton! Koniec końców bezwiednie opadamy na krzesła przy wigilijnym stole i jesteśmy tak zmęczeni, że nie mamy nawet sił pozjadać ułamka tego wszystkiego, co przygotowaliśmy.

Czy o to chodzi w świętach? No raczej nie.

Ale ja bym chciała tak od związkowej strony pogadać o tych świętach. Wiadomo, kolacja musi być. Rodzinę trzeba odwiedzić. Prezenty pod choinką muszą leżeć. To spory natłok zadań do wykonania. To wizja pięknych, rodzinnych świąt, którą na każdym kroku możemy zatrząsnąć w posadach. Oczywiście niechcący. Jednak jesteśmy tylko ludźmi. Łatwo pogubić się pod wiszącą presją czasu oraz idealistycznych, filmowych wyobrażeń. Psujemy ten magiczny czas irytacją, złością, gniewem, poczuciem bezradności, zmęczenia.

Nie dajmy się ponieść emocjom. Nie pozwólmy, aby przedświąteczny maraton był dla nas źródłem kłótni. Zwolnijmy tempo. Bo o to tu tak naprawdę chodzi. Nie o barszcz. Nie o drogi prezent. Nie o dekoracje rodem z amerykańskiego, filmowego podwórka.

Tu chodzi o obecność. Żywą i szczerą.

Szczególnie w tym grudniowym zabieganiu starajmy się być fontanną wyrozumiałości, oazą spokoju i wulkanem życzliwości. Ja wiem, że w kryzysowych sytuacjach, kiedy skargi i zażalenia same wypływają z ust, naprawdę trudno o dobre słowo. Wtedy pamiętajmy po prostu o… zwykłym “przepraszam”.

To są w teorii sprawy, o których należy codziennie pamiętać, nie tylko od święta. Jednak zauważyłam, że właśnie ten przedświąteczny czas, na który zawsze tak gorąco czekamy, niesamowicie sprzyja konfliktom i frustracji. Magia świąt to nie są puste słowa. Nie pozwólmy, aby cokolwiek mogło ją zniszczyć.