Historia oparta na faktach cz. 3 – POŁÓG

Dużo mówi się o ciąży. Nieprawdopodobne historie krążą o porodzie. A co z połogiem? To zagadnienie jest często pomijane w rozmowach okołoporodowych. Temat tabu.

Czemu?

Ktoś może powiedzieć – a co tam taki połóg. Tu nic się nie dzieje. Kobieta schodzi na drugi plan, teraz noworodek jest w centrum zainteresowania. Po co zawracać sobie głowę jakimś lekarskim pojęciem.

Powoli. Powiedzmy sobie najpierw czym jest połóg? Definicja mówi, że to 6 tygodni po porodzie naturalnym, 8 tygodni po cesarskim cięciu. W teorii w tym czasie organizm kobiety wraca do stanu sprzed ciąży. Oczywiście każdy człowiek jest inny. Jednak generalnie podczas połogu cofa się większość zmian, jakie zachodzą w czasie ciąży. To szalenie ważna sprawa.

Opowiem Wam krótko, jak wyglądał mój połóg. Będzie to raczej pokrzepiająca, radosna historia. Niestety jestem świadoma, że niewiele kobiet ma takie szczęście. Często połóg to trudny czas pełen problemów zarówno natury fizycznej, jak i psychicznej.

Co ważne, rodziłam naturalnie. Swój poród opisywałam wam TUTAJ.

Urazy, ból, gojenie się ran

Jak już pisałam Wam w historii mojego porodu – nie miałam założonego żadnego szwu podczas porodu. Jest to według mnie główna przyczyna mojego świetnego samopoczucia. Nie miałam żadnych problemów z jakimkolwiek dyskomfortem „tam na dole”. Przed porodem wyposażyłam się w paczkę Tantum Rosa oraz butlę Octeniseptu. Bałam się ran, szwów i plastycznej fantazji osoby, które potencjalnie mogłaby mnie szyć. Tymczasem po porodzie czułam się wyśmienicie. Każdy fragment mojego ciała radośnie świętował zakończenie stanu błogosławionego. Podczas całego połogu pojawiały się tylko sporadyczne bóle brzucha.

Laktacja

Nie miałam żadnych problemów z laktacją. Nie wiem, czy oraz ile miałam mleka na początku, jak to rozkręciłam. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, nigdy nie roztrząsałam zagadnienia „czy będę karmić piersią”. Urodziłam dziecko i po prostu je przystawiłam do siebie. Dziecko natomiast grzecznie zaczęło przybierać na wadze i wszyscy byli zadowoleni. Dzidzia nie miała problemu z prawidłowym ssaniem, jak dotąd nigdy nie miałam problemu z poranionymi sutkami. Karmię na żądanie. Czasami mam wrażenie, że dziecko po prostu na mnie nieustannie wisi. Głównie dzieje się tak w upalne dni, kiedy dziecko po prostu chce się napić, lub wieczorami, kiedy chce się uspokoić i wyciszyć. Chyba w okolicach pierwszego skoku rozwojowego drugi przypadek był wyjątkowo uciążliwy. Ratowałam swoje sutki Lanomaścią z Ziaji (jest spoko) oraz smoczkiem. Z różnym skukiem, ponieważ mam dziecko bardzo sceptycznie nastawione do smoczka. Na każdą próbę włożenia go do ust reaguje miną „Na serio wierzysz, że Ci się to uda?”… Nawału pokarmu nie zauważyłam (albo nie odczułam). Czasami miewam obrzmiałe, bolące piersi. Wtedy biorę do ręki albo dziecko, albo laktator i po sprawie.

Wykluczenie towarzyskie

Oczywiście obiecywałam sobie, że utrzymam nasze życie maksymalnie podobne do starego, sprzed ciąży. Jaki problem, aby wyjechać na wakacje? Dziecko pod pachę i ruszamy! Plany planami… Okazało się, że nawet proste wyjście na zakupy z małym dzieckiem jest po prostu niewygodne. Co mam na myśli? Ano to, że nasza dzidzia nie chce spać, kiedy my bardzo byśmy tego chcieli. Zakupy z dzidzią to wieczne wtykanie smoczka do marudnej buzi, którego dzidzia z uporem maniaka po prostu wypluwa. Żadna fajna zabawa. Głodne? Nie. Pielucha czysta. Mało tego… Niby nie mamy problemu z kolkami, jednak nie da się nie zauważyć, że im późniejsza pora dnia, tym nasze dziecko jest coraz bardziej marudne i nieodkładalne. To stało się powodem, dla którego rezygnowałam z wielu spotkań z ludźmi gdzieś poza naszym domem. Nie czuję się dobrze siedząc większość czasu w domu. Całe szczęście dosyć często wychodzimy gdzieś razem z Leniuchem, we dwójkę. Nasza dzidzia chętnie zostaje sama z kimkolwiek, kto ma dla niej jedzenie. Nie wykazuje żadnej tęsknoty za mamą. Wieczorne wyjścia bez dziecka (minimum raz na 2 tygodnie) ratują moją psychikę. Pokarm oczywiście ściągam laktatorem, dziecko nie ma problemów z przechodzeniem z piersi na butelkę i na odwrót. Mamy butelkę Avent Natural.

Niewyspanie

Niewyspanie robi swoją robotę. Nigdy nie dopuść do tego, abyś w ciągu dnia chodziła jak zombie. Odsypiaj nocki razem z dzieckiem, w ciągu dnia. Wypoczęta mama to połowa sukcesu do szczęśliwej mamy. A szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Pisałam już o tym w artykule Jak urodzić i nie zwariować. U mnie klucz do wyspania okazał się banalny – brałam dziecko do łóżka. Ja wiem, że teraz odezwą się głosy: „dziecko się przyzwyczai i już nigdy samo nie zaśnie!”. Już pędzę z wyjaśnieniami. Walczymy wieczorami jak lwy, aby pierwsze nocne spanie dzidzi miało miejsce w jej kołysce. Tym oto sposobem ja zyskuję jakieś 3h wygodnego snu z mężem u boku. Nocne pobudki były koszmarem… Dziecko nie wiedziało, że mamy noc i powinniśmy spać. Otwierało oczy i chciało robić wszystko, tylko nie spać. Każde usypianie nocne trwało nawet 2h. Skapitulowałam. Zaczęłam w nocy brać dzidzię do łóżka. Dzidzia dzięki temu szybko nauczyła się, że w nocy się śpi i teraz (dzidzia ma 2 miesiące) budzi się w nocy 2 razy, najada się i zasypia. Mogłabym spokojnie próbować ją odkładać do kołyski i delikatnie przejść do etapu „dziecko śpi samo” jednak… polubiłam nasze wspólne spanie :) Pomijam kwestie wygody. Bliskość dziecka obok jest niesamowitym uczuciem. Poza tym uwielbiam codziennie obserwować dzidzię, kiedy rozbudzając się zauważa mnie tuż obok i… szeroko szczerzy do mnie swoją szczęśliwą, bezzębną buźkę

Baby blues i wszelakie depresyjne stany

Mam poczucie, że ominął mnie baby blues. Może pamiętacie, jak pisałam Wam, że źle czułam się w szpitalu. Tamtejsze klimaty nie wpływały na mnie najlepiej. Czułam się samotna w chwilach, kiedy potrzebowałam ogromnego wsparcia. Wychodząc ze szpitala na drugi dzień po porodzie byłam najszczęśliwszą osobą pod słońcem. Ta euforia utrzymała się na tyle długo, że temat baby blues po prostu jest mi obcy. Nie miałam problemów z obsługą noworodka, sama czułam się po porodzie wyśmienicie – jakakolwiek depresja nie chciała mnie się trzymać. Oczywiście nadszedł czas, kiedy dziecko zaczęło ujawniać swoje terrorystyczne zapędy, a ja – ambitna młoda matka – próbowałam je zmyślnie tępić. Nie było to łatwe dla mojej psychiki. Niejakie wykluczenie towarzyskie również przeżywałam z tęgą miną. Dorzućmy oliwy do ognia, kiedy mąż bardziej interesuje się wykończeniem mieszkania niż żoną i dzieckiem. Owszem – nie było łatwo. Jednak rozmowa i wsparcie Leniucha sprawiło, że w miarę zdrowo funkcjonuję.

Powrót do formy

Oczywiście kupiłam książkę o tym, jak wrócić do formy po ciąży. Oczywiście obiecałam sobie regularnie ćwiczyć. Cóż… zostało mi po ciąży parę kilogramów do zrzucenia…  Ach te letnie promocje na lody w biedrze. Niestety, moje problemy zdrowotne niezwiązane z ciążą trochę pokrzyżowały plany treningowe. Jak już wrócę do ćwiczeń, to dam Wam znać o postępach.


Jeszcze raz zachęcam Wam do kliknięcia na mój artykułuJak urodzić i nie zwariować. Przeczytacie w nim, jakim cudem przeżyłam pierwsze tygodnie z noworodkiem i czemu zawdzięczam mój relatywnie dobry stan psychiczny i fizyczny

Podsumowując przeżyłam lekki połóg. Sądzę, że główną tego zasługą jest łatwy poród oraz ogromne wsparcie męża. Na pierwsze nie mamy ogromnego wpływu. Możemy jednak zadbać o nasze relacje z partnerem, aby był przygotowany na nasze wahania nastroju podczas połogu. Szczera rozmowa, jasne określenie swoich uczuć oraz potrzeb – to chyba mój klucz na drodze dobrego wstąpienia w macierzyństwo – bo tym był dla mnie połóg.

A czy Wy też macie wrażenie, że temat połogu i wiążących się z nim dolegliwości jest często bagatelizowany? Jakie są Wasze historie połogowe? Może macie jakieś pytania? Dajcie znać w komentarzach :) 

  • Michalina Rajczyk

    Dobrze słyszeć Dobre Słowo

    Dla mnie, jako niewtajemniczonej, hasła ciąża-poród-połóg są równoznaczne z źle-okropnie-jeszcze gorzej!

    • Tak źle nie jest! Dla mnie ciąża-poród-połóg to okropnie-tegoNieBędzieszPamiętać-nareszcieWLiczbiePojedynczej