Kupno vs. wynajem mieszkania.

Bardzo bałam się decyzji kupna mieszkania. Kredyt na 30 lat zawsze wydawał mi się słabą wizją przyszłości.  Uwiązanie do jednego miejsca, czarne wizje braku pracy i możliwości spłaty kredytu, kolejne wakacje za 30 lat – takie myśli kłębiły mi się  w głowie. Z kolei Leniuch? On zawsze był zdecydowany na kupno mieszkania. Nie wyobrażał sobie wynajmowania jakiegoś lokum do końca życia. I wiecie co? Po długich debatach Leniuch przekonał mnie do swojego punktu widzenia.

Dom.

Gdzieś trzeba żyć! Super, jeśli odziedziczyłaś w spadku jakieś mieszkanie. Super, jeśli Twoi lub Twojego partnera rodzice mają duży dom, świetnie się dogadujecie i bez problemu możecie razem koegzystować pod jednym dachem. Natomiast jeśli nie za bardzo gdzie masz się swobodnie podziać – trzeba coś albo kupić albo wynająć.  Albo albo. I wiecie co? I jedno i drugie rozwiązanie jest dobre dla różnych przypadków. Był czas, kiedy moje rzeczy były rozstrzelone po 3 domach. Studenckie wspomnienia, nigdzie nie czułam się „jak w domu”, ale nie przeszkadzało mi to. Jest teraz czas, kiedy wynajmujemy z Leniuchem  mieszkanko. Wszystko jest ok,  ale do czasu.

Rodzina.

Od kiedy zaszłam w ciążę, wraz z każdym dodatkowym kilogramem odczuwam coraz silniej nie tylko grawitację, ale też potrzebę stabilności. Właściciel mieszkania może w każdy momencie powiedzieć nam „sorki, za miesiąc musicie się wyprowadzić”. I mimo iż wiem, że właściciel, u którego wynajmujemy mieszkanie, jest złotym człowiekiem i na pewno nie zrobiłby nam takiego świństwa, to… niepewność pozostaje. A wśród stresów wszelakich życia codziennego łaknę bezpiecznego kąta dla naszej rodziny. Może włącza mi się syndrom wicia gniazda. Może starzeję się.  Nie mniej jednak chcę wychowywać dziecko w miejscu, które będziemy wszyscy nazywać  „domem”.

Niezależność.

Nie ma jej na wynajmowanym mieszkaniu. Nie ma co się oszukiwać. Gniazdka psują się na potęgę, pralka prosi o emeryturę, kran strajkuje po 20 latach służby, najchętniej zrobiłabym remont generalny całego mieszkania! Myśląc pod kątem małego pasożyta, który pewnie zamieszka z nami za jakieś 2 miesiące – dzień w dzień odkrywam coś, co bym zmieniła w tym mieszkaniu.  Ale po pierwsze – nie mogę (to nie moja własność). Po drugie – nie chcę fundować komuś remontu, inwestować swoje siły i pieniądze w czyjąś własność. Szanuję mieszkanie, którym żyjemy, ale wynajem to nie wolontariat. Czekam na nowe, nasze, gdzie wszystko będzie  w pełni funkcjonalne i działające. Chciałabym zaznaczyć, że nie potrzebuję talerzy pod kolor do stołu, ani włoskich, ultralekkich mebelków. Chcę tylko funkcjonalności oraz pełnosprawności mieszkania, w którym mam żyć.

Kredyt.

Brzmi strasznie. Kupno na kredyt. Brrrr…  Zawsze podczas jakichkolwiek zakupów kierowałam się zasadą: „jeśli mnie na coś nie stać, nie kupuję tego”. Ale powiedzmy sobie szczerze – kiedy będzie mnie stać na kupno mieszkania za gotówkę? Dodam, że mówimy o mieszkaniu w Trójmieście, a nie w maleńkiej mieścinie, gdzie największą atrakcją jest Biedronka.  Oczywiste jest, że bladego pojęcia nie mam, kiedy na to mieszkanie będzie mnie realnie stać.  Uzbieranie walizki dolarów nie jest prostym zadaniem opłacając wynajem innego mieszkania i dodając do tego wszelakie inne koszty życia…

Raty kredytu?

Często są porównywalne do kosztów wynajmu. Wynajmując też spłacamy kredyt, tylko komuś innemu, obcej osobie.  Będąc na swoim żyjemy tylko na własny rachunek, mieszkanie jest inwestycją.  No właśnie…

Inwestycja.

Mieszkanie w pewnych okolicach może być genialnym pomysłem na dochody pasywne. Oczywiście na początku trzeba wyłożyć kilka pieniążków. Potem wynajmując mieszkanie spłacamy kredyt w 10 lat.  Dalej  to sam zysk. Oczywiście to bardzo optymistyczna wizja zależna głównie od lokalizacji nieruchomości. Jednak jest ona bardzo realna.

Uwiązanie do jednego miejsca?

No hej, patrz punkt wyżej. Zawsze można mieszkanie wynająć, a samemu przeprowadzić się gdziekolwiek. Poza tym uważam, że kupno mieszkania powinno być przemyślaną decyzją, ze zdecydowaną postawą „tu kupuję, tu chcę zostać”. Nie chcę tu mieszkać – nie kupuję mieszkania. My z Leniuchem nie mieliśmy problemu z tym  punktem.  Oboje chcemy mieszkać w Gdańsku i nigdy  nie zastanawialiśmy się nad inną opcją.

Życie kręcące się dookoła daty spłaty kredytu?

Bzdura. Totalna. Oczywiste jest, że nie bierzesz takiego kredytu, jakiego fizycznie nie jesteś w stanie spłacać. Jeśli podejmujesz przemyślaną decyzję, bierzesz pod uwagę swoje zarobki obecne, prognozy na przyszłość, uwzględniasz jakąś poduszkę finansową, to wiesz, na co możesz sobie pozwolić. Jak wygląda spłata kredytu u mnie i Leniucha? W związku z tym, że ja panicznie nie lubię obracać dużymi pieniędzmi – Leniuch zajął się całymi finansami kredytowymi. On ogarniał dokumenty, on ogarnia spłaty rat. Ja od czasu do czasu tylko rzucę pomiędzy kanapką a herbatką „kredyt się spłaca?”. A on na to: „Taaaa!”. Ufam mu. Jeszcze komornik nie pukał do nas, także raczej wszystko jest ok. Także moje życie nawet nie do końca jest świadome, że spłaca kredyt. Oczywiście jest świadome, że nie stać go na wakacje w Australii, ale cóż. Coś za coś. Zresztą co się odwlecze, to nie uciecze. Kwestia priorytetów.

 


Wiem, że w tym artykule piszę głównie o plusach kupna mieszkania. To wcale nie oznacza, że wynajem jest zły. Zarówno zakup, jak i wynajem są dobre, jednak na inne etapy w życiu (imho).  

Jakie jest Wasze zdanie na temat kupna, wynajmu mieszkania? 

  • Oj tak, właściciel może być cud, miód, malina, ale pewności nie masz, póki mieszkanie nie jest Twoje. Też nigdy nie wiadomo, jaką będzie miał sytuację i być może będzie potrzebował dać lokum bliskim lub szybko sprzedać to mieszkanie. Swoje to swoje, a tak jak piszesz, na dobrą sprawę wynajem mieszkania jest niemal równy co do raty kredytu. Gratuluję decyzji i wszystkiego dobrego życzę

    • Masz rację! Nie raz słyszałam historie znajomych, którzy musieli wyprowadzić się z mieszkania na czas wakacji – właściciel chciał je wynajmować turystom… Dziękuję za ciepłe słowa Decyzja nie była prosta, ale na pewno przemyślana

      • Tak to jest, to w końcu nie jest decyzja w sprawie kupna bluzki