„Potęga KIEDY” – mam i ja! Subiektywna recenzja.

Poddałam się presji Internetu i kupiłam książkę „Potęga KIEDY. Żyj w zgodzie ze swoim naturalnym rytmem”. Na bank o niej nie słyszeliście i wiecie o co w niej chodzi. Jeśli nie – tutaj przeczytacie jej opis na stronie wydawnictwa. Dziś chciałabym podzielić się z Wami moją subiektywną opinią o lekturze. A więc – czy rzeczywiście ta książka jest tak rewelacyjna, jak mówi pół świata? Po kolei.

 

Czemu w ogóle kupiłam książkę „Potęga KIEDY”?

Po miesiącach próbowania tryliarda cudownych technik, wypełniania planerów, kalendarzy… Miałam tego dość. Pewnie skądś to znacie. Poziom satysfakcji z mojej produktywności osiągnął dno. Potem nadszedł pierwszy trymestr pełen mdłości i tym oto sposobem z mojego życiorysu uciekło kolejne kilka miesięcy. Zmęczona ciążowymi dolegliwościami wzięłam zwolnienie lekarskie mówiąc sobie – dość tego! Chcę w jakiś magiczny sposób połączyć sprzątanie, gotowanie, męża, znajomych, rozwój osobisty, dodatkowe zajęcia, pasje. Pewnie jak każda z nas, co nie? I wiecie… Udaje mi się to! Nie – to nie zasługa książki Niedługo mam nadzieję opisać na blogu moje odkrycia odnośnie organizacji życia. A książkę kupiłam jako dodatek, uzupełnienie dla mojej przemiany rytmu dnia.

 

Co można znaleźć w książce?

Akapit dla wszystkich, którzy tej książki nie kupili. Ale uwaga, to jest spoiler. Książka przede wszystkim dzieli ludzi na 4 grupy, według ich chronotypów: delfina, lwa, niedźwiedzia i wilka. Każdy z chronotypów różni się nie tylko długością oraz charakterem snu, ale też zwykłą ludzką osobowością, zachowaniem. Lektura zawiera test chronotypu, obszerne opisy każdego z nich. Wyszczególnia szereg obszarów naszego codziennego życia, dalej poszczególne standardowe czynności – każdej z nich przypisując najlepszy dla niej czas w ciągu dnia, dla każdego z chronotypów. Oczywiście każda czynność jest dogłębnie analizowana pod względem naukowym oraz konfrontowana z charakterami 4 zwierzęcych grup. Puentą książki jest ogólna refleksja nad zegarami biologicznymi oraz tym, co może na nie wpłynąć.

 

potega kiedy recenzja u marudy i leniucha

 

 

Moja refleksja po lekturze.

Nie żałuję, że kupiłam tę książkę. Jak już wspomniałam – stworzyła ona dobre uzupełnienie mojej zmiany rytmu życia. Swoją refleksję opiszę na podstawie kilku obszarów lektury.

KLASYFIKACJA

Wiem – każdy jest inny, jak można podzielić 7 miliardów indywidualności na 4 grupy według tak szerokich kryteriów?! Powiem na przykładzie moim i Leniucha. W moim przypadku zgadzam się z 90% opisywanych cech niedźwiedzia i pożyczyłabym dokładnie jedną cechę lwa. Brzmi niewiarygodnie i takie to jest. Jednak klasyfikacja Leniucha jest niemożliwa! Testy wykazują niedźwiedzia, według kryteriów snu jest delfinem, według osobowości – lwem. I masz tu babo placek.

TESTY

Cóż… testy są do kitu. Możecie je zresztą sami wykonać pod tym linkiem http://potegakiedy.pl/. Pytania dublują się, nie są adekwatne do ludzi wszelakich zawodów oraz kultur. Poza tym bazują na takich elementach naszego codziennego życia, które często są zależne od innych ludzi… Mieszkamy z mężem pod jednym dachem, chcąc nie chcąc wypracowaliśmy kompromisowy tryb wspólnego życia, mimo iż posiadamy różne chronotypy. Z tego też powodu testy Leniucha wykazują niedźwiedzia – bo ja jestem niedźwiedziem. Cóż, najwidoczniej ten kompromis okazał się dla mnie trochę bardziej korzystny Całe szczęście można próbować klasyfikować siebie na podstawie obszernych opisów każdego z chronotypów.

A CO Z KONKRETNYMI PORADAMI?

Lektura posiada aż zbyt dogłębne wywody na temat dokładnie 50 czynności. W sumie jest to główne ciało lektury – opis po kolei każdej czynności oraz naukowa analiza pod kątem każdego z chronotypów. Materiału jest sporo, może on stanowić realną pomoc w organizacji każdego dnia. I mimo iż niektóre z czynności wydają się śmieszne, wierzę, że ich prawidłowe umiejscowienie w codziennym rozkładzie jazdy może naprawdę „uwolnić nasz potencjał”. Czy sama planuję z wyprzedzeniem każdą z przedstawionych czynności? Oczywiście, że nie Ale o moim systemie kiedy indziej. W temacie książki –  niektóre opisy przeczytałam z wypiekami na twarzy („Kiedy uczyć się nowych rzeczy?”), a przy innych trochę się pośmiałam traktując je jako rozrywkową część lektury („Kiedy się zakochać?”).  Porad jest mnóstwo i są one bardzo konkretne. Czytelnik może jednak czuć się nimi przytłoczony, a w konsekwencji wygra ludzkie nie-chce-mi-się podczas pierwszej próby wcielenia rad w życie.

Jeszcze jedno. Powiecie pewnie – hola hola! Porady są przeznaczone dla 4 konkretnych grup. A co w przypadku, kiedy jestem hybrydą, mieszanką kilku chronotypów? W takim razie czytanie książki jest oczywiście nieco bardziej utrudnione. Niektóre rady mogą wydawać się nam wtedy sprzeczne lub połączenie innych w jednym rytmie dnia – okaże się niemożliwe. Taka sytuacja może pojawić się, kiedy spróbujesz przemeblować cały swój dzienny harmonogram. Jednak naprawiając tylko konkretny obszar życia – bycie chronotypowym mieszańcem nie powinno być problemem. Każdy musi wyciągnąć z książki tyle, ile potrzebuje oraz zaadaptować porady dla jego konkretnego przypadku. Tak, książka wymaga trochę myślenia oraz autorefleksji nad życiem To nie jest plan dnia, który wywiesisz nad biurkiem i bezmyślnie będziesz się do niego stosował. Lektura wymusza na Tobie pracę. Siedzisz trochę na 2 krzesłach – nauczyciela i ucznia.

STYL KSIĄŻKI

Książkę łatwo się czyta, jest wyraźnie oparta o naukowe badania. To oczywiście zaleta, jednak czasami ta mnogość naukowych informacji wydawała mi się niepotrzebna. Co kto lubi.

Co mi się podoba – książkę można czytać na wyrywki. Stanowi swoisty poradnik, z którego możesz skorzystać w dowolnym czasie, dla dowolnego przypadku. Dalej – książka jest niewątpliwie uniwersalna. Nieważne, czy czytasz ją teraz, czy za 10 lat – porady pozostaną aktualne i jak najbardziej praktyczne.

 

Czy warto kupić książkę?

Może inaczej – czy książka pomogła mi w lepszej organizacji życia? Tak, aleee… nie była to pomoc na miarę cudu stulecia. Już jakiś czas temu sama doszłam do takich samych generalnych wniosków, jakie można wyciągnąć z lektury. Pewnie niektórym ta książka wywróci życie do góry nogami, pewnie niektórym nie zmieni totalnie nic. Każdy jest inny, każdy inaczej zareaguje na lekturę. Jedno jest pewne – życie w zgodzie z zegarem biologicznym jest bezbłędnym sposobem na wykorzystanie maksimum swoich możliwości zachowując przy tym maksimum radości z tego, co się robi I o tym właśnie jest książka! Masz kłopoty z ogarnięciem życia, systemu, w jakim funkcjonujesz? Bądź po prostu nie jesteś zadowolona ze swojej produktywności? Może masz problem z połączeniem sfer pracy, rodziny, wypoczynku? Jeśli odpowiedziałaś na co najmniej jedno z tych pytań „tak” i jednocześnie ani trochę nie wiesz, czym jest oraz jak pracuje Twój zegar biologiczny – kup książkę

 

A czy Wy czytaliście książkę „Potęga KIEDY”? Jakie są Wasze refleksje po lekturze? Z chęcią przeczytam, co o niej sądzicie! A może znacie inne książki, które mogą stanowić alternatywę do „Potęga KIEDY”?

 

  • Zaciekawiła mnie ta książka. Zrobiłam test dwukrotnie i raz wyszło mi, że jestem delfinem, raz że niedźwiedziem. Zrobiłam test dwa razy, bo było w nim pytanie o to, czy przejmowałam się ocenami w szkole. I odpowiedź „tak” i „nie” była prawdziwa, w zależności od okresu życia,który brałabym pod uwagę Natomiast widzę u siebie cechy delfina; niskie zapotrzebowanie na sen, to że śpię tylko jedną półkulą ( może nie dosłownie, ale potrafi mnie obudzić własny kot chodzący po mieszkaniu). Ale rano wstaję wypoczęta, nie potrzebuję 5 budzików i pierwsza część dnia jest dla mnie najlepsza do działania

  • Pingback: 1 zasada, która daje mi 100% efektywnej pracy + freebie do pobrania - U marudy i leniucha()

  • Nie jestem przekonany do tego typu literatury, aczkolwiek zaciekawiłaś mnie tą recenzją. Myślisz, że warto się przełamać?

    • Ani trochę jeśli nie masz poczucia potrzeby ścisłej organizacji czasu O książce dużo się teraz mówi, ale bez sensu do niej podchodzić tylko dlatego, bo jest ona na topie. Sama przekonałam się na własnej skórze już nie raz, że nie warto zabierać się za lekturę motywując to tylko i wyłącznie poleceniem

  • Mam obsesję na punkcie takich książek, serio. Za każdym razem ktoś kusi mnie nowym tytułem, a ja lecę i kupuję A później okazuje się, że nie różnią się od poprzednich, które czytałam. Mi już chyba wystarczy motywacji

    • Tak, czasem też tak mam… Myślę sobie, że zamiast tracić czas na czytanie poradników motywacyjnych mogłabym poświęcić go na jakąś konkretną pracę. I takie myślenie też pomaga! No, czasami

      • Tylko wiesz, z drugiej strony te wszystkie pozytywne afirmacje szybko z głowy wylatują. Więc warto znowu coś podobnego czytać i przypominać sobie Działkę o motywacji trzeba ciągle podlewać

  • Cieszę się, że trafiłam na Twój artykuł, bo zastanawiałam się nad tą książką. Teraz bardziej skłaniam się ku wydaniu pieniędzy na inny poradnik Pozdrawiam!