Maruda poleca: 5 babskich książek na jesienne wieczory…

Hej! Dziś chcę podzielić się z Wami kilkoma "dziewczyńskimi" lekturami 😃 Co mam na myśli? Nie będzie kryminałów, ani thrillerów. Będzie kobieco, będzie uczuciowo, będzie tyle uśmiechu, co łez... Ale powoli. Na początku zaznaczam, że nie jestem dobrym krytykiem literackim. Nawet nie przepadam za czytaniem książek. Nigdy szczerze nie miałam czasu na tą wieczorną godzinkę na fotelu rodem z Instagrama. Zawsze miałam poczucie, że książki to taki pożeracz czasu, jak facebook, a ja mogę zamiast czytania telenowel pouczyć się, podlać kwiaty, czy zrobić cokolwiek innego, byle - praktycznego. Tak się jednak składa, że codziennie dojeżdżam GODZINĘ do pracy, w jedną stronę. Łączne dwie godziny wyjęte z życiorysu dziennie. I ja, jak to ja, przez długie miesiące próbowałam jakoś nadać sens temu, co żadnego sensu nie miało. Bezskutecznie. Dwie godziny na stojąco, w zatłoczonym tramwaju, bez żadnego komfortu psychicznego ani fizycznego, nie nadawały się na wykonywanie żadnych praktycznych czynności. Zaspanie, zmęczenie dołożyły do pieca. Postanowiłam wykorzystywać te 2 godziny na hmmm... namiastkę odpoczynku. Zaczęłam czytać książki.

1. Jojo Moyes "Zanim się pojawiłeś"
Pierwszą książkę wybrałam wchodząc na stronę empika, klikając na pierwszy wynik bestsellerów w kategorii "obyczajowe". Miałam nadzieję, że trafię na mało wymagającą myślenia lekturę, która po prostu pozwoli mi zapomnieć, że jadę w tramwaju, ściśnięta jak sardynka w puszce. Tak też się stało.
Jednym zdaniem książka jest o dziewczynie, która nie wie, co chce zrobić ze swoim życiem, zmuszona znaleźć nową pracę, zostaje opiekunką sparaliżowanego bogatego chłopaka. Na pewno kojarzycie ekranizację książki. Nie utożsamiałam się ani z bohaterką, ani z bohaterem. Mimo to lekturę miło mi się czytało. Do czasu. W pewnym momencie doszłam do wniosku - "no ej, pocałujcie się w końcu". I tak upłynęła mi większość czasu - w oczekiwaniu na wybuch rodzącego się uczucia. Ostatnie kilkadziesiąt stron połknęłam. Dosłownie. Z wypiekami na twarzy. Ryczałam jak bóbr po skończeniu książki. Nie mogłam pozbierać się przez tydzień. Do dziś nie zgadzam się z zakończeniem książki. Życie nie jest sprawiedliwe. Stanowczo nie będę czytać kontynuacji. Aczkolwiek "Zanim się pojawiłeś" - polecam.

zanim-sie-pojawiles
samotna-gwiazda

2. Paullina Simons  "Samotna Gwiazda"
Drugą książkę znalazłam z polecenia, od innej blogerki. Tematyka - grupa nastolatków z Ameryki wyruszają w podróż po Europie, w tym Polsce, śladem wojny, Holocaustu i tego wszystkiego, czego zrozumieć nie potrafią, ani nie chcą. Szczerze - nie interesuję się historią. Przyciągnęły mnie słowa "nastolatki", "romans". Książkę dobrze się czytało, bardzo szybko. Przepadłam w tym uczuciu, które tak bardzo wybuchło, które było takie namiętne, które zazwyczaj przypisuje się tylko nastolatkom (dziwne, jakby po ślubie uczucia przygasały, ale to temat na inny post). Zatonęłam w tej relacji, jak mała dziewczynka marząca o zostaniu księżniczką :) W wielu momentach nie zgadzałam się z zachowaniem głównej bohaterki. To jedyna wada lektury - głupia dziewczyna, przez którą zakończenie jest brutalne. Ostatnią jedną trzecią książki połknęłam. Na raz. Znowu płakałam. Znowu nie mogłam pozbierać się przez tydzień. Znowu krzyczałam, że życie nie jest sprawiedliwe, że tak nie może być, że ja się nie zgadzam, itd. Do dziś usta wykrzywiają mi się w podkówkę, kiedy myślę o tej książce. Tak bardzo zżyłam się z Samotną Gwiazdą.

3. Jessica Sorensen "Przypadki Callie i Kaydena"
Poprzednia wizja zostawiła we mnie niedosyt romansowego wątku, toteż poszukałam coś, co było romansem, jednak wydawało się też inteligentną, psychologiczną lekturą. Lekturę wybrałam na szybko, bez żadnego głębszego pomyślunku. I niestety taka też okazała się książka - szybka, nie zmuszająca do myślenia. Fabuła - romans rodzi się pomiędzy zgwałconą w dzieciństwie dziewczyną, a notorycznie bitym przez ojca psychopatę chłopakiem. Miałam cichą nadzieję, że owe ambitne tło psychologiczne bohaterów usprawiedliwi moje sumienie po wybraniu, bądźmy szczerzy, szablonowego romansidła. Książkę zmęczyłam do końca, ale tylko dlatego, że była krótka, a ja nie miałam czasu szukać niczego lepszego. Największa wada książki? Infantylne przemyślenia nastolatków, naiwna narracja. Cały czas miałam wrażenie "no nie, ona nie mogła tego pomyśleć, to nielogiczne" - zupełnie jakby autorka wpychała przemyślenia osoby trzeciej do główek tych biednych dzieci. Nie wiem, jak to jest być bitą, czy zgwałconą, ale mam pewność, że w żadnym wypadku nie poznałam psychiki tak dotkliwie skrzywdzonych osób oraz trudu, jaki niesie dla nich budowanie zdrowego związku opartego na szczerym uczuciu. Mimo wszystko - na końcu płakałam. Eh. Książka ma swoją kontynuację, oczywiście jej nie przeczytam. Jednak wielbicielom nastoletnich romansów lektura może się podobać.

przypadki-callie-i-kaydena-b-iext35292260
to-co-nam-zostaje

4. Sally Hepworth "To, co nam zostaje"
Po ciężkiej lekturze dziecinnych narracji poświęciłam kawałek mojego życia, aby znaleźć książkę o miłości wśród dorosłych. Bez rozwodów, bez zdrad. Znalazłam lekturę o miłości ludzi w średnim wieku, chorych na Alzheimera. Od pierwszych stron wiedziałam, że na końcu lektury znowu będę płakać. I od początku urzekła mnie też niesamowicie płynna narracja. Po "Przypadkach..." odetchnęłam wracając do logicznego toku opowiadania autorki. Książka oprócz głównego nurtu opowiadania o miłości ponad oraz wbrew chorobie, zawiera w sobie zgrabną przeplatankę wielu pobocznych wątków. Wszystkie w pewien sposób krążą wokół miłości, jednak każdy z osobna opisuje jej inny rodzaj, widziany z pewnego specyficznego punktu widzenia. Książka w odważny, nieszablonowy sposób traktuje o zakamarkach tego ważnego dla każdego człowieka, aczkolwiek tak nieprzeniknionego i niezbadanego uczucia. Nie znajdziemy tu tandetnej, wyświechtanej, kolejnej takiej samej historii o kolejnym, podobnym romansie. O nie, nie. Znajdziemy historię o miłości trudnej, o miłości rzeczywistej, gorzkiej, bolesnej, do bólu prawdziwej, z naszego podwórka albo zakamarków odepchniętej, nieprzyjętej, bo przecież trudnej świadomości. Polecam, lektura zmusza do myślenia, cieszenia się miłością oraz docenienia trudu, jaki się z nią wiąże.

5. Emma Chase "Zaplątani"
Następną książkę również szukałam "na szybko". Nie chciałam już infantylnych opowieści o nudnych, przewidywalnych romansach. Chciałam też odetchnąć od poważnych tematów o dojrzałych uczuciach rodzących się na skraju życia i śmierci. Pogoda za oknem była paskudna, ja sama siedziałam w domu, bo Leniuch wyjechał na delegację... Sięgnęłam po pierwszą lepszą lekturę, która wydawała się "babska", wesoła, lekka, pomagająca jakoś przyjemnie zabić czas. Czy trafiłam? Zdecydowanie tak. Przy okazji, lektura okazała się być najbardziej pikantna ze wszystkich książek, jakie przeczytałam chyba w całym moim życiu. Tak pikantna, że czytając ją w tramwaju kątem oka śledziłam, czy nikt nie zagląda mi przez ramię. Jednak nie myślcie, że trafiłam na denne romansidło. Nic z tych rzeczy. "Zaplątani" okazało się wciągającą książką, która zachwyca narracją. Wpadasz w tamten wyimaginowany świat, czujesz się jego częścią, czujesz się, jakbyś oglądała niezły film w piątkowy wieczór. Narratorem jest mężczyzna, który opowiada o swoim bogatym życiu zarówno pod względem erotycznym, jak i finansowym. Co ciekawe - bohater zwraca się do kobiet, od razu zakładając, że ma do czynienia z czytelniczkami. Tłumaczy im proste (no przecież nie zawiłe...) zasady rządzące męskim światem. Lektura może niektórych zniechęcić nieco wulgarnym słownictwem oraz równie stereotypowo męskim spojrzeniem na życie. Gdyby faceci czytali tę książkę, na pewno krzyczeliby na przemian "ja taki w ogóle nie jestem!" oraz "no przecież jestem dla Ciebie tak samo dobry!". Mniej więcej rozumiecie, jaka to lektura? 😃

zaplatani

A teraz pytanie do Was - jakie inne książki polecacie na zabicie czasu w tramwaju?

  • Od dawna nie zdarzyło mi się znaleźć czasu na przeczytanie czegoś lekkiego i przyjemnego! Ostatnio tylko literatura „branżowa”, ale wkrótce wybieram się na urlop i chciałabym znaleźć coś ot tak po prostu do przeczytania. Kto wie, może zainspiruje się którąś pozycją z wpisu ?

    • Coś wiem o czytaniu tylko literatury branżowej… Czasem trzeba dać mózgowi odpocząć i po prostu pozwolić mu… odmóżdżyć się ;p

  • Iza D- www.nietylkorozowo.pl

    Samotna gwiazda i Zaplątani leżą na półce i czekają w kolejce na przeczytanie, za to Zanim się pojawiłeś nie przypadło mi do gustu- trochę przewidywalna ta historia.
    Zapraszam na moje podsumowanie miesiąca, kilka słów o książce Jojo Moyes też jest http://www.nietylkorozowo.pl/2016/11/przeczytane-w-pazdzierniku.html

    • Zgadzam się, „Zanim się pojawiłeś” jest przewidywalna… Jednak do samego końca miałam cichą nadzieję, że…! Nie będę spoilerować tu na blogu

  • Książki co prawda nie czytałem, ale byłem na filmie „Zanim się pojawiłeś” i szczerze mówiąc nie uważam, żeby treść była skierowana głównie do kobiet

    • Wow W sumie ekranizacja „Zanim się pojawiłeś” jest dosyć neutralna, jednak uwierz mi – faceci, którzy przyznają się do oglądania takich filmów (bez narzekania) to żywy skarb! ;p

      • Mnie akurat ze względów „zawodowych” też ten film zainteresował

  • Dopisuję do listy książek do przeczytania! Dzięki!